We wtorek z nieświadomą pomocą Wagifa dokonałam tego odkrycia.
Otóż jest!Jest smażony kartofel w naszej stołówce :D!!!!
Wczoraj kiedy po południu siedziałam na necie Wgif udawał się na posiłek do naszej uniwersyteckiej karmicielki. Zauważywszy mnie, podszedł i zaproponował mi pójść ze sobą. W sumie dopiero co wyznałam w telefonicznej rozmowie z Bartkiem, że potwornie jeść mi się chce... Jednakże w związku z tym, że wiedziałam jakie menu zastanę w stołówce po drodze zaopatrzyłam się w orzeszki z masą czekoladową (które ostatnio pochłaniam kilogramami) i poszłam z Wagifem tak raczej dla towarzystwa. Okazało się, że stołówka znajdująca się po stronie bliższej naszego sektora ma przerwę z jakichś tam swoich technicznych powodów. No wiec podążyliśmy przemierzając cały budynek w kierunku przeciwległej stołówki znajdującej leżącej najdalej od naszego sektora mieszkalnego... I co się okazało?! Że menu w obu tych zacnych jadłodajniach jest różne!! Tzn. ono w danej stołówce jest codziennie takie samo, natomiast obie stołówki maja inne w stosunku do siebie menu. :D I w tej dalszej stołówce są codziennie serwowanie smażone kartofle :D! Fakt, że wczoraj została dla mnie tylko jedna porcja (a że porcje są małe to ja potrzebuje 2 a nawet 3) to jadłam wczoraj smażone kartofle z kaszą gryczaną i surówką z czerwonej kapusty, lub jak ktoś woli kasze gryczaną ze smażonymi kartoflami i surówką z czerwonej kapusty. Z napoi polecam kompot malinowy (z prawdziwymi malinami na dnie szklanki).
Za taki obiad płaci się około 5 zł. :)
Będę żyła!... A już myślałam, że umrę z tęsknoty za normalnym żarełkiem :D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz