poniedziałek, 1 marca 2010

вести с прошлого część 5

15.02
Hej, hej,
Właśnie wróciłam z wojaży. Jem ser, popijam piwkiem (redd’s w ruskim wydaniu – prawie 4,5 zł za 0,3 litra) i pomyślałam, że ci napiszę co dziś porabiałam. W sumie dużo spostrzeżeń dziś miałam. Pewnie wszystkich nie wymienię, ale postaram się poopowiadać trochę.
Rano przyjechała Teresa. Tylko się przebrała i poleciała do pracy. Okazało się, że jeździła do domu, na Białoruś. Ja wstałam dziś o 8mej. Umyłam włosy po czym spojrzałam na plan, że dziś mam zajęcia dopiero o 11:20, więc nieprzytomna walnęłam dalej w kimono. Wstałam o 10:20. Oczywiście na styk wyleciałam na zajęcia. Nałożyłam dziś soczewki. Pierwszy raz w życiu użyłam tego wynalazku, poczułam różnicę miedzy nimi a już zbyt słabymi szkłami okularowymi dopiero w markecie, ale o tym za chwilkę.
Najpierw o wykładzie z ekonometrii … ogólnie to nic nie kumam z tego przedmiotu. Te wszystkie znaczki zwane wzorami to jednak dla mnie ciemna magia…. Może jakby to był 1 a nie 2 semestr ekonometrii to bym coś zaczaiła a tak lipa. Chyba nie będę chodzić na te zajęcia, no chyba, że od czasu do czasu posłuchać wykładowcy bo bardzo śmieszny jest. Najśmieszniej jest jak zauważa po jakimś czasie, że w jakimś wzorze zrobił błąd… I nawet nie zasnęłam, mimo że mi się potwornie spać chciało. Siedziałam na końcu auli i obserwowałam rosyjskich studentów. W sumie zachowaniem nie specjalnie się czymś różnili, za to można było zauważyć, że nie wypada np. ścinać się na krótko. U wszystkich chłopaków włosy były takie dłuższe. Tylko jeden, łysiejący koleżka miał włosy na jeżyka ścięte (no ale to już da się wyjaśnić). Laski też zazwyczaj z długimi włosami. Ale tak chyba wszyscy ruscy mają. Tzn. laski, że fryzura nie ma być modna tylko raczej długie włosy i już. O modność swoich włosów natomiast dbają panowie. Więcej zysku fryzjerzy mają zdecydowanie dzięki nim. Rzadko też widać ostre zmiany koloru włosów. Mało nienaturalnych blondynek.
Po tym wykładzie poszłam do sali gimnastycznej, żeby dowiedzieć się czy mogę z niej korzystać, jeszcze muszę coś w tym temacie pokminić.
Następnie wybrałam się do Aszana :D. W sumie centrum handlowe. Połaziłam po sklepach. Najciekawszym momentem wycieczki były odwiedziny Media Markt. Tu właśnie przekonałam się o sile moich soczewek :) . Wszystko takie duże było. Łaziłam od pułki do pułki, bo mają tam zupełnie inny asortyment niż w Polsce. Można np. kupić 15 rodzajów maszyn do szycia. Kuchnię (w sensie meble) , sztućce. Poszłam do laptopów i tam też taki wybór, że nigdzie w Polsce (w żadnym MM) nie widziałam takiego. Nawet mój laptop był tam. Kosztował 3600 zł. :D Właśnie przy laptopach okazało się, że wszystko jest takie duuuuuże. Normalnie sama swojego notebooka nie poznałam. Jak zobaczyłam 17” matrycę to na początku myślałam, że to jakaś 19 czy co… Potem byłam w dziale z płytami muzycznymi i filmami. Najdroższe filmy kosztują 35 zł. Przy czym są w sprzedaży np. sherlock holmes za 25 zeta :D, z muzyką jest to samo. Płyta zagranicznej kapeli muse kosztuje 30zł :D. W sklepach odzieżowych i takich tam różnie. Bielizna np. nie droga, ale już ciuchy, czapki to bajka. Kosmetyki, nawet ta ze średniej półki dość drogie niestety. Tak śmiechowo było bo wszystko mi się takie wielkie wydawało… Dobrze że nigdzie siebie w lustrze nie widziałam :D…. Potem poszłam do aszana na zakupy. Jogurtów na tydzień kupiłam :D. W drodze powrotnej zaszłam na rynek, tam zaopatrzyłam się w banany ( bo w aszanie nie było a to najtańszy owoc jaki tu jest). Ledwie się z tymi zakupami dotargałam do domu. No ale jak przyszłam to właśnie zjadłam serek i wypiłam piwko smakowe. I napisałam liścik. Zaraz lecę na zwiedzanie parteru i suteryny głównego budynku. Muszę namierzyć pralnię. W ogóle jak wracałam ze sklepu to tak gapiłam się na te wszystkie auta stojące masowo na parkingach pod budynkami uczelni. Ile jest takich wypasionych bryk, w których siedzą szoferzy :D…. Masakra. No i większość aut ma wysokie zawieszenie i w ogóle są wielkie. A jeśli chodzi o marki to masz całą paletę. Wszystko. Ale żeby rozszyfrowała nr rejestracji… nie da się. Samochody po dach są szare!! Obrzydlistwo! Na niektórych tylko taki ślad palców przy klamce od drzwi… No i masa aut pod samym budynkiem głównym niejeżdżących - widać, bo są wściekle zasypane śniegiem. Jutro nie mam żadnych zajęć. Pewnie będę czytać książkę i spać. Chyba dobrze by było to pranie też zrobić.
P.S. No więc odnalazłam pralnię. Okazało się, że jeszcze całe połacie nieznanych przestrzeni mnie tu mogą zaskoczyć. Kosz prania z suszeniem kosztuje 15pln. Zazwyczaj wszyscy też piorą swoim proszkiem. Muszę kupić proszek i płyn. No gdzie suszyć nie mam wiec przyjdzie się płacić. Okazało się, że w podziemiach jest szewc, krawcowa, naprawa biżuterii i dużo, dużo wszystkiego innego. Jest restauracja. I jest sklep spożywczy i można tam kupić owoce :D. Jeszcze muszę obczaić salę treningową taką z atlasem itp. i już w ogóle super będzie.

16.02
ja zwlekłam sie z łóżka w południe, tzn. i wcześniej wstawałam, ale łeb mnie bolał, wzięłam tabletkę i znów poszłam spać. Po 14:30 muszę odebrać jeden dokument. Wtedy też wybiorę się do Olgi żeby go oddać, a potem skocze po płyn do płukania i proszek do prania. Chyba sie ociepla tu. Jakoś dziś wyglądało jakby było super ciepło wiec nałożyłam kurtkę i botki. Swoja drogą dziś cały poranek ciężarówka jeździła mi pod oknem - śnieg wywozili :D
Odezwała się dziś do mnie na rosyjskim portalu społecznościowym (w kontakte) dziewczyna, której Saszka coś o mnie nagadała i która jak się okazało przypadkiem napatoczyła się pokazując moi drogę do Sali gdzie kilka dni temu było zebranie z Olgą. Umówiłyśmy się na jutro na herbatkę w naszej uroczej wydziałowej jadłodajni ;).



17.02
Nie byłabym sobą, gdybym nie spóźniła się na pierwszą lekcję - 10 min. Na szczęście nie byłam ostatnia, i w ogóle to zajęcia się zaczęły dopiero jak przyszłam. Przedmiot nazywa się nowaja institucionalnaja ekonomiczeskaja teoria (pewnie zrozumiałe więc nie tłumaczę). Jest to przedmiot, który wybrałam sobie jako „wykłady do wyboru”, które musze odbyć w tym semestrze. W sumie spoko było. Nawet rozumiałam, co się dzieje. Choć widzę, że zanim przyzwyczaję się do nowej leksyki to trochę czasu minie. Zajęcia dzisiejsze to były ćwiczenia, za tydzień będą i ćwiczenia i wykład. Wykład jest po prostu, co dwa tygodnie. Ćwiczenia prowadzi gość taki w naszym wieku… no maksymalnie 2-3 lata od nas starszy i wcale nie jest przygłupi. Po pierwszych zajęciach miałam okienko więc spotkałam się z Walentynką :D ( będę tak o niej pisać bo Wala brzmi po polsku tak średnio, tylko moja ciocia może być Wala ;) ). Fajnie, bo od razu zaproponowała żeby na herbatkę wybrać się gdzieś indziej niż do stołówki wydziałowej. Pojechałyśmy metrem ( to już moja 3 wycieczka moskiewskim metrem) do MU MU. MU MU to taki odpowiednik ukraińskiej PUZATEJ CHATY (no tak, a jak wytłumaczyć tym, którzy nie wiedzą, czym jest pyzata chata… hmmm… To taki bar mleczny z dobrym jedzeniem i obsługą typu fastfood) Kupiłam sobie kaszę gryczaną z sosem pieczarkowym. Pycha :D. I sok żurawinowy (mówi się tu na niego po prostu MORS). I jeszcze (bo się zapomniałam) ciasto – makowca. Fajnie sobie pogadałyśmy. Dziewczyna ewidentnie chce mi pokazywać miasto, bo cały czas kmini gdzie, kiedy pójść. Nawet zrywać się z wykładów planuje. Laska ma chłopaka w Warszawie i prawdopodobnie od września będzie już na stałe mieszkać w Polsce. Umówiłyśmy się, że dopóki jesteśmy w Rosji to mówimy po rosyjsku a jak już będziemy w Polsce to będziemy mówić po polsku. I powiem, że taki układ mi bardzo odpowiada :D. W ogóle mam świetnie jeśli chodzi o język, ponieważ na zajęcia chodzę do normalnych studentów, rosyjskich. Na filologii bym chodziła ze samymi wymieńcami zapewne. No i mnóstwo nowej leksyki. Po wycieczce do MU MU poszłam na kolejne zajęcia z zarządzania finansami firmy. I tu znów zonk. Miałam wrażenie, że ludzie uczyli się tego przedmiotu już w poprzednim semestrze, bo tak z biegu rozwiązywali zadania i w ogóle, wszyscy wszystko czaili. Na szczęście Sasza ma notatki z tego więc może sobie z tym poradzę. No i laski mogą mi jakby coś to i tamto powyjaśniać. Wiec luzik. Jutro mam zarządzanie strategiczne. Pójdę obczaić co i jak, choć jeśli okaże się, że w Polsce łatwiej będzie to zaliczyć to nie będę tu chodzić. Wtedy będę miała czwartki wolne (przynajmniej od tego przedmiotu, bo jeszcze nie wiem, co z zajęciami na filologicznym). Na zajęciach z ZFF nic nie czailam, bo cały czas były rozwiązywane zadania, których po pierwsze nie mialam przed oczami a po drugie zupełnie nie czaiłam skrótów o których była mowa:/. Po tych zajęciach odwiedziłam na chwilę Olgę, jednocześnie spotkałam się z Saszą. Poszłyśmy na herbatkę. Potem dowiadywałyśmy się czy i jak można wymieńcom korzystać z nart ( okazuje się ze nie można, bo wymieniec to nie student, to INNY i nie może korzystać z nart, ale nie ma nic, czego nie da się obejść). Wiktor( jeden z wymieńców) chce pojeździć na nartach, dlatego o nie chodziłyśmy pytać. Potem poszłyśmy do biblioteki wypożyczyć mi książkę. Też na Saszy nazwisko, ponieważ „wymieńmy-odmieńcy” korzystać z biblioteki nie mogą ( co najwyżej z czytelni). Następnie udałam się po odbiór zdjęć. A no tak, nie wspominałam o tym, że postanowiłam udekorować mój wyblakłoróżowy księżniczkowy pokój. Na zamówieniu wyraźnie napisałam, że chcę po 3 kopie każdego zdjęcia… w 1.33333333333… zrealizowano moje zamówienie. Musiałam więc wymyślić inną strategię dla mojej galerii. Kupiłam papier kolorowy i ponaklejałam fotki na ten papier :D A propos zdjęć – Walentynka powiedziała, że będzie brać na nasze wojaże swój aparat więc jakieś zdjęcia będą :D (bo ja swego aparatu nie mam czego niezmiernie żałuje). Potem jeszcze chodziłam do „biura zarządzania akademikami”, żeby dać im swoje „cudowne” zdjęcie żeby zrobili mi legitymację - przepustkę do akademika, bo papierek, który do tej pory miałam był tylko dokumentem zastępczym. Wróciłam do domu. Zrobiłam galerię. I teraz kończę pisać ten list. Teresa wróciła w międzyczasie. Pierwszy raz o tej porze (późne popołudnie, ale jeszcze nie wieczór) widzę ją w domu. Zdjęcia całkiem nieźle powychodziły. Za kilka dni zapewne jeszcze urozmaicę swoja galerię. Może jakieś biedronki :D.

18.02
Dzień dobry!
Ja tylko na chwilkę. Zaraz na herbatkę Walentynka wpada do mnie, a potem lecę zobaczyć to zarządzanie strategiczne. Czy chodzić będę to nie wiem, zależy to od tego, jakie zasady będą obowiązywać w tym semestrze przy zaliczeniu tego przedmiotu w Polsce. Ogólnie nie widzę potrzeby przesilania się tu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz