Tak, dzień pełen upadków, przewrotów, wyrżnięć… Rano pod prysznicem pierwsze potknięcie – straciłam przytomność. Obudził mnie ból ręki i huk, który spowodowałam swoim upadkiem. Nie wiem, co się stało. Może to wina złego odżywiania ( do tej pory jechałam na samych jogurtach praktycznie) a może po prostu niewyspania, (bo całe noce spędzam na skypowaniu). Drugi raz glebę zaliczyłam, gdy wracała z wykładów, na holu w głównym budynku (przy całej rzeszy przypadkowych widzów). Przy czym dodam, że zawsze moim potknięciom i upadkom towarzyszą niekontrolowane werbalne odgłosy :) co jednocześnie przyciąga uwagę nawet tych co nie patrzyli w danym momencie w moją stronę. Jak pech to pech. Obiłam sobie tymi upadkami nie tylko obie ręce, ale i inne części ciała…
Swoją drogą wykłady ze statystyki były cudowne (pierwszy raz na nich byłam). Starszy pan urzekająco je prowadzi. Wszystko rozumiałam, w dodatku treść jakby nie ekonomiczna choć przedmiot dokładnie statystyką ekonomiczną się zowie.
21.02
relacja z piątku i z wczoraj
W piątek ( to ten dzień, kiedy i zemdlałam i zaliczyłam posadzkę w GZ) ogólnie był wesołym dniem. Śnieg sypał od rana ( a może nawet od wieczora dnia poprzedniego). W sumie to do teraz sypie przez dobę znów nasypało jakieś 20-25 cm śniegu. Gdyby codziennie go nie czyścili i nie wywozili to w tym mieście byłoby już jakieś 2-4 metry śniegu, przy takich opadach. Na 14:40 byłam umówiona z Walentynką. Miałyśmy skoczyć coś zjeść i potem
do cerkwi Chrystusa Zbawiciela a potem do kina. Kolejność w międzyczasie się zmieniła. Na początek pojechałyśmy do cerkwi. Piękna, wielka, w sumie z dość ciekawą historią, tzn. cerkiew w obecnym stanie ma lat 10-15 ( zależy czy liczyć od dnia wmurowania kamienia węgielnego czy inaczej). W każdym bądź razie wcześniej też tam była cerkiew, ale Stalin zamienił ją na mieszczący 2000 osób jednocześnie basen pod gołym niebem. Dopiero mer Moskwy postanowił ją odbudować w 1995 (zastrzegam, że nie biorę odpowiedzialności za nieścisłości w historycznych wydarzeniach). Cerkiew jest gigantyczna, i jak widać na wzniesieniu. Dlatego, że leży nad rzeka Moskwą i grząsko tam troszkę było chyba. W środku pięknie. Okazało się ze w tej cerkwi znajdują się moszczy Marii Egipcjanki (mojej patronki).
Kupiłam kilka pocztówek (wyślę może komuś, choć zważając na to ile może iść list do Polski nie wiem czy jest tego jakiś sens). Zaczynam też przyglądać się cerkiewnym publikacjom, bo przecież zamówień takich książek cerkiewnych będzie bez liku. Wala stwierdziła, że w cerkwi są one dość drogie, bo wiadomo, wszystko nastawione na zyski z turystów, że można na targowiskach kupić taniej, ale nawet jak zapłacę więcej za taką książkę to przynajmniej wiem na jakie cele (w przybliżeniu) trafią te pieniądze. Wiec chyba i tak będę kupować je w cerkwiach.
(rzeka Moskwa, fabryka Kriasnogo Aktiabra, widać też pomnik Piotra I na rzece) W związku z tym, że cerkiew jest na wzniesieniu to widać Kreml, inne cerkwie obok się znajdujące, most przez rzekę Moskwę i postawiony na środku rzeki pomnik Piotra I . Jest też fabryka Kriasnogo Aktiabra ( czerwonego października) czyli firmy cukierniczej, najstarszej i najsławniejszej w Rosji.
Co do pomnika to też został odsłonięty 15 lat temu. Wala mówi, że pamięta jak z dziadkami chodziła na tę uroczystość, że miała wtedy 6 lat. A dlaczego pamięta? Bo potem poszła pierwszy raz w życiu do nowo otwartej wtedy restauracji McDonald's :D Swoją drogą pośmiałam się trochę z absurdalnego moim zdaniem pomnika, bo przecież Piotr I tak strasznie nienawidził zacofanej, zaściankowej, prymitywnej Moskwy ))). Jak ten pomnik stawiali to pewnie chłopak sie w grobie przewracał. Śnieg sypał tak obficie, że nawet nie dało sie pospacerować. Wiec wróciłyśmy do metra i pojechałyśmy do Najstarszego w Moskwie Pałacu kultury Młodzieży. Pałacu ten budynek kompletnie nie przypominał... Nie to, co nasze GZ. W związku z tym, że założyłyśmy, że chłopaki też z nami pójdą do kina kupiłyśmy bilety na "za dwie godziny" w dodatku na inny film niż początkowo sie wybierałyśmy. Kupiłyśmy bilety (30zł za bilet, i żadnej zniżki, bo to nowy film!) i poszłyśmy do restauracji cos zjeść. Zamówiłyśmy makaron z sosem pieczarkowym i parmezanem, jaśminową herbatę, a potem na deser lody :D. Przesiedziałyśmy te 2 godziny w restauracji... Potem wróciłyśmy do kina. Okazało się ze chłopaki nie przyjadą, wiec poszłyśmy same. W tzw. międzyczasie wyczaiłam torebkę Diora, która mi sie kiedyś tak spodobała, u jednej laski, która też przyszła do kina. W sumie tylko rozmiar mi jakoś sie nie zgadzał... Podejrzanie za duża była ale pomyślałam że może to jakieś złudzenie optyczne (w końcu byłam w soczewkach :) ). W sali kinowej okazało się, że torebka ta będzie siedzieć koło mnie :D. W domu jak weszłam na stronę Diora okazało się ze jak to zazwyczaj w Moskwie bywa, że siedział koło mnie falsyfikat... Pewnie futro tej laski, a może nawet jej facet był podrobiony.
Przejdźmy do filmu, bo w sumie, to najwięcej sprawiło mi przyjemności. Była to druga część filmu „Мы из будущего” (my iz buduszczego - jesteśmy z przyszłości). Szybko jednak można było obczaić o co chodzi. W tej części filmu bohater (wykladowca historii uniwersytetu w Petersburgu) i jego studenci jadą pod Lwów żeby wziąć udział w inscenizacji rekonstrukcji fragmentu wojny z 44 roku. Na miejscu okazuje się, że bohaterów głównych nie dwoje będzie a 4. Dwóch pozostałych bohaterów to Ukraińcy z nacjonalistycznymi zapędami (bogate dzieci swoich bogatych rodziców, z Kijowa). Mówili oczywiście w ramach tych zapędów swoich po ukraińsku. Tym samym film był dwujęzyczny. A że ja uwielbiam oba te języki to miałam frajdę na maksa. A w związku z tym, że Rosjanie przecież skąd mają rozumieć ukraiński to zrobili napisy dla nich ( przy czym zabawna sytuacja, bo napisy leciały tylko przez część filmu - potem jakoś o nich zapomnieli i było bez napisów:) ). Bardzo było widać, że film zrobili Rosjanie, bo zdecydowanie był anty-ukraiński... stawiał młodych Ukraińców w nie najlepszym świetle (jako takich zawadiaków i tylko pozornych bohaterów).
Chociaż w sumie pokazane było, że Rosjanie i Ukraińcy umieją razem działać i wspólnie walczyć przeciwko wrogowi. No najgorzej wypadli w tym filmie Niemcy, bo to oni byli ci źli i w dodatku padali jak mrówki. W filmie, przypadkiem bohaterowie z 21wieku przenoszą sie do 44 roku. :) Świetnie się bawiłam. Uśmiałam się bardzo :D I doszłyśmy do wniosku, że dobrze, że nie było chłopaków bo chyba by nie zaczaili... a ja jako szpieg z Polski, chyba najbardziej neutralnie mogłam odebrać ten film no i to, że mogę zauważyć jak odnoszą się do Ukraińców Rosjanie i w ogóle tą propagandę jaka była podprogowo zawarta w filmie. Film sam w sobie jest odbierany, jako prezent dla wszystkich chłopaków z okazji ich święta. W sumie trzeba by było obejrzeć i pierwszą część. Ściągnę, na pewno jest w kontakcie :) – tam wszystko jest.ok. cd nastąpi, co prawda w sobotę i dziś jeszcze nic sie nie działo.
http://www.youtube.com/watch?v=Xfy4j-sC_SM
OdpowiedzUsuńto Ziutek miał wstawić, ale coś mu chyba się nie chce więc zrobię to tym razem za niego.
Swoją drogą w tym filmie o którym pisałam w poście użyta jest prawie w 100 % ukraińska muzyka.