wtorek, 16 marca 2010

девишник (babski wieczór)

Miał miejsce w sobotę. Dzień zaczął się moim półgodzinnym spóźnieniem na statystykę. Co prawda miałam nadzieję, że i wykładowca jak jak robił to do tej pory i teraz się wcześniej nie pojawi. Niestety i on już był i cała grupa. No cóż, przynajmniej nie zasnęłam na zajęciach. Potem poszłam z Walentyną na psychologię społeczną (dwa wykłady). Nawet nie najgorzej było pod względem tematu zajęć, niestety wykładowczyni była jak zwykle tragiczna. Czytała z kartek w dodatku nieudacznie, tak jakby sama nie znała materiału który czyta... Trochę to rozczarowujące było i demotywujące do słuchania. W przerwie jeden z kolegów Wali zadał pytanie jakie ja i wielu moich znajomych na PwZ zadają gdy muszą siedzieć na zarządzaniu finansami firmy, rachunkowości itp. Po prostu przyszły księgowy nie jest w sanie ogarnąć tego co nazywane jest psychologią, dla niego to bzdura... dla mnie bzdurą jest zarządzanie finansami firmy i uczenie się na pamięć wzorów z tego przedmiotu. Chyba Koźmiński mnie rozpieścił, miałam 4 semestry matematyki, 3 semestry statystyki, 3 różne rachunkowości i nie wiem co tam jeszcze i nikt nam nie kazał wzorów uczyć się na pamięć wychodząc z logicznego założenia, że sensu tego nie ma skoro można wszystkie wzory odnaleźć w książkach. I to było logiczne, a tu chcą żebym znała na pamięć wzoru do 5 modeli zadań z zarządzania finansami firmy! Uważam to za kretynizm. Pryz czym Walentyna jak jej o tym napomniałam od razu zastrzegła, że nie mogę tego powiedzieć wykładowcy tutaj bo uzna, że nasze uniwersytety wypuszczają debili. No cóż, to się nazywa punkt widzenia z punktu siedzenia...
Wracając jednak do tematu, po tym jak przesiedziałam w szkole ponad 3 dodatkowe godziny, moim celem był dom a Walentynki spotkanie z jakąś swoją (mi nieznaną osobiście) koleżanką. Zanim jednak się rozstałyśmy poszłyśmy jeszcze po prezent (misia - bo Walentynka misie rozdaje wszystkim) dla koleżanki.No i rozeszłyśmy się w swoje strony.
Wieczorem Walentynka miała do mnie wrócić i nocować. W międzyczasie okazało się, że na straży stoi nieznajomy mi ochroniarz (choć ogólnie chyba był nowy)i że bardzo dokładnie sprawdza dokumenty. Nawet sprawdziłam to, niby nieopatrznie zakrywając palcami zdjęcie w mojej przepustce... Okazało się jednak, że motyw jest nie do przeskoczenia bo ochroniarz zabrał mi z ręki przepustkę i dokładnie sprawdził mnie. Po takiej przygodzie zaczęłam się martwić o to jak przepuścić Walentynę przez ochronę tak żeby nie zostawiać jej dokumentów. Tego popołudnia przewijałam się przed oczami ochroniarza chyba z 6 razy (tam i z powrotem) zagadywając, uśmiechając się kokietując troszeczkę, a wszystko to po to, żeby wieczorem jakimś cudem uległ prośbom o przepuszczenie Walentynki, bo danie łapówki nie wchodziło w grę. Tzn ja bym jej nie dała i Wala też. Dlatego w sprawę wtajemniczyłam Wagifa, który miał ewentualnie za nas to zrobić... Wieczorem przyszła Walentyna i we troje poszliśmy do akademika. Pan ochroniarz mnie już nie sprawdzał i w sumie chyba wszystkich nas nie bardzo sprawdzać chciał więc znów udało nam się przemycić Walentynę na nocowanie w akademiku :).

Przygotowania do imprezki :)
Babski wieczór był w doborowym towarzystwie: Walentyna, ja i "sex w wielkim mieście". No i jeszcze 3 litry wina w kartonie :D. W czasie oglądania filmu Walentyna po prostu mnie rozbroiła jedna swoja genialną frazą. Otóż siedzimy oglądamy film i nagle Wala prosi, żebym spauzowała bo ona musi mnie o coś ważnego zapytać (przy czym z ogromnym zaaferowaniem i powagą w głosie to powiedziała). No więc ja pauzuje a ona: Mariola a mogę zostać twoją starszą na weselu? I tak uroczo potrzepuje rzęskami i się uśmiecha co wyrażać ma słowa - no proszę, proszę zgódź się. :D Wymiękłam, nie ma co... Ogólnie relaks na całego. Tylko zimno było strasznie. Wala ubrała moją bluzę i kurtkę bo tak zimno było (to jest kaloryfer mi grzeje pełną parą ale jakoś wiatr wieje tak mocno że mimo iż mam dwa okna to przedostaje się do pokoju i wychładza go). Spać poszłyśmy około 3ej nad ranem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz