U Olgi po odbiór legitymacji umówieni byliśmy na 10-11. U mnie w nocy rozładował się telefon, a budzik nie był żaden nastawiony. Wstałam, gdy poczułam, że więcej spać już nie dam rady. Włączyłam komputer, żeby sprawdzić, która jest godzina. Była 10ta, przy czym zapomniałam, że 10ta czasu polskiego, czego już nie zaczaiłam. Już się zbierałam iść myć, kiedy do drzwi zapukał Bartek, ale bez ich otwierania odesłałam go do żeby poczekał bo jeszcze nie jestem gotowa do wyjścia. Wybieranie się zajęło mi godzinę. W międzyczasie okazało się, że jest 13ta a nie 11ta i Olga zadzwoniła, co z nami i dlaczego nie przychodzimy… Polecieliśmy do niej szybko… odebrałam legitymację studencką, dzięki której spokojnie mogę przemieszczać się po budynkach uczelni. Potem siedziałam na tym piętrze gdzie Olga ma biuro i korzystałam z wifi. Ale jak obczaiła, że siedzimy to nas pogoniła (swoją drogą rzeczywiście dziwnie na nas patrzono choć nie rozumiem dlaczego). Jakby nienormalnym było siedzenie z laptopem na podłodze… jak tak siedzieliśmy to spotkałam Saszę i tak się zagadaliśmy, że poszliśmy razem do metra złożyć wniosek na bilet do metro. Potem zaproponowała, że pomoże nam wybrać odpowiednią kartę do telefonu. Siedzieliśmy w salonie chyba z godzinę zanim wszystko wykminiliśmy jak będzie najtaniej dzwonić za granicę. I tu znów niespodziewana przygoda z Bartkiem w roli głównej. Pierwsza ja włożyłam swoją kartę do telefonu i wszystko zadziałało jak należy. Potem to samo zaczął robić on. I jak zwykle nie zadziałało… znów się chłopak zaczął stresować (a swoja drogą komicznie wtedy wygląda). Wkłada kartę do telefonu a tak mu jakiś komunikat wyskakuje, że cos z kartą jest nie tak. I kto musiał wpaść na pomysł, że to pewnie, dlatego że ma simloka na telefonie niezdjętego? JA! Normalnie już umieram od tych jego przygód. Jeszcze kilka i go zastrzelę. Na razie cały łazimy razem, bo nikogo nie znamy, ale jeszcze trochę takich surprizów i wymięknę. Nie wiem czy to tylko taki przypadek, że mu się nie wiedzie czy po prostu tak ma zawsze. Mam jednak nadzieje ze to minie mu bo jeszcze trochę i zostanę supermenką. ;) W sumie, to się nawet zastanawiałam inaczej, czy te pechy Bartkowe to mój pech, czy też w związku z obecnością mojej osoby Bartka on prześladuje. Ze może normalnie chłopak sobie świetnie radzi a znajomość ze mną przynosi mu takie nieprzyjemności. Po kupieniu tych kart zaproponowałam, że zapraszam Saszę na jakąś kawę, herbatę i poszliśmy do tego CH z Auchanem. Tam poszłyśmy do czekoladarni na kawę z czekoladą.
http://shoko.ru/moskva/
Ja przy okazji zamówiłam sobie naleśniki z makiem. Pyszne były :D i tak w sumie siedziałyśmy ze 3 godziny… czas spędzając na babskim gadaniu. Bartek poszedł gdzieś po zakupy wiec nie plątał się nam. Potem do nas dołączył, ale chyba męczył się strasznie przy nas i naszych gadaniach, że postanowił iść do domu. My w sumie też niedługo pożegnałyśmy się.
Jeszcze przed wyjazdem do Rosji najbardziej martwiło mnie to, że jest tu tak zimno. Że ja tu latam w kieckach a w Moskwie będę ciągle marznąć. Że w pokojach strasznie zimno będzie. Nic bardziej mylnego. Mimo, że na dworze jest mróz to ogólnie jest mi cieplutko, żeby nie powiedzieć, ze wręcz gorąco. Jakoś tak jest to MGU położone, że wiatry tu słabo docierają. Cały czas jestem zgrzana w swoim kożuchu. W pokojach to już w ogóle ukrop, okno musi być cały czas lekko niedomknięte nawet przy 20 stopniowym mrozie.
Śniegu swoją drogą też mniej niż np. w Warszawie (informacja dziś może być nie aktualna). Chodniki w pełni przechodnie. A niektóre nawet czarne. Posypuję się chodniki czymś dużo gęstszym niż u nas i chyba mającym w sobie trochę mniej soli. No i tu chyba na odśnieżanie miasta i wywożenie śniegu pieniędzy nie brakuje nigdy.
10.02.2010
Jakoś te dni szybko mijają. Wstałam dziś o 10tej, zanim się wymyłam, wybrałam, ubrałam minęło coś do 2 godzin chyba… Dziś miałam misję do wykonania w końcu. A mianowicie miałam test napisać z rosyjskiego, określający poziom znajomości języka. Wszyscy wymieńcy z tego semestru mieli to zrobić, a jest nas chyba jakoś 6 osób. Chyba jeszcze dwie dojechać mają. Na razie jestem jedyną dziewczyną. No i na teście z oczywistych względów byłam najlepsza. Tzn. chodzi o to, że jednak rzadko na wymianę na wydział ekonomiczny trafia filolog. Dostałam 83 %. Nie ma jednak, czym się specjalnie chwalić, bo gdybym nie odpuściła sobie przejrzenia jeszcze raz odpowiedzi to tych punktów procentowych byłoby więcej. Dziś dzień już nie był taki ciekawy. Przeleciał jak strzała. Jest dopiero 19ta, ale chyba dziś wcześniej spać pójdę. Jutro chcę już na pierwsze zajęcia z ruskiego chodzić. Tak to bym nie chodziła, ale będzie w tym kursie i rosyjski przedsiębiorczości. Cały czas siedzę w tym korpusie. Bez sensu. Chcę dziś dość wcześnie się położyć żeby jutro rano wybrać się do miasta w końcu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz