wtorek, 6 kwietnia 2010

26.03 – 05.04

Długi tydzień.
Zaczynając od piątku 26go kiedy to z Walentyną wędrowałam po moskiewskich centrach handlowych szukając prezentu dla jej Miszka ;). Nie obeszło się bez wizyty w Czekoladarni i naleśników z makiem.
Po powrocie do domu okazało się, że Kolio i Peter organizują imprezę. Wzięłam ciastka jakie miałam w domu i poszłam na party. Na miejscu spotkałam Anię ( dziewczynę która z Olgą pracuje) i zaczęły się ploty . A zaczęło się od mojej reklamy edukacji w Koźmińskim, bo Ania wybiera się na wymianę i szuka uczelni, na którą mogłaby pojechać. Była też Tatiana (Czeszka) i mnóstwo, mnóstwo ludzi. Zadziwiające ile osób może się zmieścić na 20 metrach kwadratowych … Poznałam też Marcina i Karolinę (z Polski). Zaprosili mnie na niedzielę na komunalny obiad  - rewelacyjnie. Impreza zakończyła się około 1szej w nocy słowami głównych organizatorów :
- A kto chce iść z NAMI do klubu?
- A kto nie chce może tu zostać i dalej się bawić?
Odpowiedzi nie uzyskałam, tylko wymowne spojrzenie…
W sobotę nie udało mi się dotrzeć na statystykę, na 13tą byłam umówiona z Artiomem, poszliśmy do ZOO. Wiedziałam, że to nie najlepszy pomysł… Jeszcze nie wiosna, i w zoo szaro i buro i zwierzaki pochowane, bo i mimo słońca zimno było. Za to jadłam moja ulubiona watę cukrową. Wolę tą w Czeremsze na folkach … I widziałam moje ulubione zoo-zwierzę - żyrafę.
W niedzielę wybrałam się na obiad z Anią, (która oprócz tego że pracuje z Olgą jest studentka i mieszka w akademiku – tylko innym niż nasze w głównym budynku), która przyszłą do mnie jakiś czas po teoretycznym rozpoczęciu obiadu. Teoretycznym, bo praktycznie zaczął się on z duuużym opóźnieniem. Ale bardzo smacznie i miło było. I długo. W sumie tak minęła niedziela.
W poniedziałek były wybuchy w metrze.
We wtorek poszłam do Walentyny na filozofię. To był jeden z nielicznych razów kiedy to Wala sama się pofatygowała na ten wykład, zazwyczaj ja za nią na niego chodzę (swoją drogą dziś też byłam). Tam ona zapytała czy nie chcę sobie tanio manicuru zrobić, bo ona właśnie będzie jechać do znajomej i w sumie może i mnie wziąć, jeśli znajoma ta się zgodzi. I rzeczywiście w sumie tanio było, bo 35zł, czyli właściwie tyle co u nas. Takim oto sposobem trafiłam do „sypialni” Moskwy. Dzielnicy na okrajach miasta gdzie same wieżowce. Przejeżdżałam też przez fabryczne dzielnice miasta.
W czwartek rano Walentyna wyleciała do Polski. Na tydzień. A ja prawie pół dnia spędziąłm w cerkwi.
Piątek (Wielki Piątek) też przeszedł pod hasłem przygotowań do Paschy.
W sobotę znów się umówiłam z Artiomem. Tym razem na rolki. Na początku postawił przede mną zadanie znalezienia rolek wśród znajomych, bo wypożyczenie za dzień kosztuje 50zł! Bardzo się zdziwił, kiedy oświadczyłam, że rolki mam . Problem był inny… Na rolkach jeździłam jakieś 13 lat temu :D. Myślałam, że po 30 min je zdejmę i zakończy się zabawa, a ja po 30 min tak się oswoiłam, że ani mi się śniło je zdejmować z nóg. No ale Artiom to wymiatał na swoich. Jazda figurowa na rolkach była :D. Swoją drogą byliśmy w tym centrum targowo-wystawowym (gdzie już raz byliśmy, tam gdzie największa chlewnia Związku Radzieckiego była). Była piękna pogoda, wściekłe słońce i ludzi masa wyległa na ulice. I rolki odpowiednik zimowych łyżew – sport narodowy chyba :D. Tu 5latki na rolkach poginają. Aż mi wstyd było za siebie ;). Z drugiej strony u mnie na wsi chyba byłam jedynym stworzeniem posiadającym rolki :D więc i tak dobrze że umiem na nich śmigać.
Artiom trochę mnie olał jak tak byliśmy, zapoznał się z jakimiś ludźmi i słabo zwracał na mnie uwagę, ja natomiast jakoś nie bardzo pozytywnie podeszłam do tej nowej zbiorowej znajomości, zwłaszcza jak 10 facetów stanęło i zaczęło jarać szlugi. Koszmar. I ten smród ruskiej wódki, bo piknikowi towarzyszyły procenty. Więc zmyłam się. W końcu zaczęło się robić zimno. „Wezwałam” Tiomę i pojechaliśmy dalej, tzn. pojechaliśmy po jego ojca a z nim na kanał (gdzie też już byłam) żeby łamać lód. Lud się kruszył bajecznie… W takie patyczki kryształowe… Pięknie było. Największą frajdę miał zdecydowanie tata Tiomy :D. Potem przespacerowaliśmy się do dworca kolejowego Chimok i stamtąd pojechałam na elektrycznie do domu. Tym samym zapoznałam się z nowym środkiem transportu w Rosji (Moskwie).
W domu byłam około 22ej. Późno, więc plany pospania przed nocnym paschalnym nabożeństwem spełzły na niczym.
O nocnym nabożeństwie i świątecznej niedzieli napiszę w oddzielnym poście.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz